
Antoni Wach
Laureat Olimpiady Informatycznej

Finalistka Olimpiady Biologicznej
Robię to nie dla dyplomu, tylko dla wersji siebie za rok
15 lip 2026
Długo mówiłam sobie, że robię to dla indeksu i dla rodziców, którzy będą dumni. Prawda wyszła dopiero w trzecim roku przygotowań: robiłam to, bo codzienna, żmudna praca nad czymś trudnym zmieniała mnie bardziej niż sam finał. Dyplom leży w szufladzie — nawyk pracy zostawiłam sobie na zawsze.
Gdybym miała zacząć jeszcze raz, robiłabym to samo, nawet bez gwarancji sukcesu. Bo chodziło nie o wygraną, tylko o to, jaką osobą stałam się po drodze.
Bałam się, że jestem za wolna, żeby zacząć
15 lip 2026
Pierwsze pół roku w liceum przegapiłam, porównując się do osób, które biologią zajmowały się od gimnazjum. Myślałam, że skoro nie zaczęłam wcześniej, to nie ma sensu zaczynać w ogóle. Dopiero kiedy przestałam sprawdzać, kto ile ma punktów, zaczęłam po prostu czytać jeden rozdział dziennie.
Blokadą nigdy nie był brak zdolności — był nią wyimaginowany punkt startu, który ktoś inny już dawno minął.
Jak zacząłem wstawać o 6, nie okłamując się
11 lip 2026
Każda moja próba wstawania o 6 zaczynała się tak samo: wielkie postanowienie wieczorem, trzy dni sukcesu, potem powrót do starych godzin i poczucie winy. Problem nie leżał w budziku. Problem leżał w tym, że zmieniałam tylko godzinę pobudki, a nie godzinę zaśnięcia.
Zadziałało dopiero, kiedy odwróciłam kolejność. Zamiast obiecywać sobie poranek, pilnowałam wieczoru: o 21:30 telefon lądował poza sypialnią, a ja z książką w łóżku. Pobudka o 6 przestała być aktem heroizmu — była prostą konsekwencją tego, że o 22:15 już spałam.
"Sen jest kluczowy dla regeneracji i hipertrofii"
Ta jedna książka o biologii ewolucyjnej zmieniła sposób, w jaki się uczę
15 lip 2026
„Samolubny gen” Dawkinsa dostałam od nauczycielki w drugiej klasie liceum. Pierwszy raz zobaczyłam, że nauka to nie lista faktów do wkucia, tylko ciąg pytań, na które ktoś próbował znaleźć odpowiedź. Zaczęłam czytać podręcznik inaczej — szukając pytania, a nie definicji.
To jedna z niewielu książek, do których wracam co roku i za każdym razem znajduję coś, co przegapiłam wcześniej.
Uczyłam się po 6 godzin w weekend i zero w tygodniu
15 lip 2026
Przez pierwszy rok przygotowań wierzyłam, że jeśli w sobotę usiądę na sześć godzin, to odrobię cały tydzień zaniedbań. Efekt był odwrotny — byłam wypalona w niedzielę i nie pamiętałam połowy z tego, co „przerobiłam”. Materiał się nie układał, bo mózg potrzebuje powtórek rozłożonych w czasie, nie maratonu raz na tydzień.
Zamieniłam sześć godzin w sobotę na czterdzieści minut codziennie — i to wtedy wyniki zaczęły rosnąć.
Jedna kartka i długopis pokonały wszystkie aplikacje, które testowałam
15 lip 2026
Testowałam aplikacje do powtórek, timery pomodoro, plannery z gamifikacją — każda działała przez tydzień, a potem stawała się kolejną rzeczą do zarządzania. Ostatecznie zostałam przy papierowym kalendarzu, w którym po prostu odhaczam zrobione zadania. Mniej ekranu przed nauką biologii, więcej samej nauki.
Jedyne cyfrowe narzędzie, które zostało na stałe, to zwykły timer w telefonie — do pilnowania czterdziestominutowych bloków.
Na początku uczyłam się wszystkiego naraz. Teraz — jednej rzeczy dziennie
15 lip 2026
Na początku otwierałam podręcznik w losowym miejscu, bo „coś trzeba było robić”. Dopiero gdy zaczęłam planować tydzień do przodu — jeden dział na jeden dzień, bez wyjątków — nauka przestała być źródłem stresu. Zmieniło się nie tempo, tylko przewidywalność.
Dziś, zanim usiądę do czegokolwiek, wiem dokładnie, co zrobię i ile to zajmie. Ta jedna zmiana zaoszczędziła mi więcej czasu niż jakakolwiek technika zapamiętywania.
Zaczęłabym spać osiem godzin od pierwszego dnia, nie od ostatniego roku
15 lip 2026
Przez pierwszy rok przygotowań traktowałam sen jak coś, co można sobie „odespać po olimpiadzie”. Efekt był taki, że uczyłam się wolniej, bo zmęczony mózg gorzej zapamiętuje. Gdybym zaczynała od zera, pilnowałabym snu od pierwszego dnia, nie dopiero wtedy, gdy już nie miałam wyjścia.
To najprostsza zmiana, jaką mogłabym sobie doradzić — i najbardziej ignorowana przez wszystkich, których znam.
Mój plan na naukę, kiedy nic mi się nie chciało
11 lip 2026
Motywacja przychodzi i odchodzi — u mnie potrafiła zniknąć na dwa tygodnie w środku przygotowań do olimpiady. Na początku myślałam, że to mnie dyskwalifikuje. Potem zrozumiałam, że system, który działa tylko w dobre dni, nie jest żadnym systemem.
Zbudowałam więc plan na złe dni. Zasada była jedna: wersja minimalna każdego zadania musi być tak mała, że aż wstyd jej nie zrobić. Nie „powtórz botanikę", tylko „otwórz zeszyt i przeczytaj jedną stronę". W dobre dni jedna strona zamieniała się w dwie godziny. W złe — zostawała jedną stroną i to było w porządku.

Moje biurko w wersji „złego dnia" — jedna książka, jedna kartka, nic więcej.
Druga rzecz: przestałam planować godzinami, zaczęłam planować blokami po 25 minut. Trzy bloki dziennie w złym tygodniu to wciąż ponad 5 godzin nauki. Licznik bloków w kalendarzu dawał mi coś, czego motywacja nie daje nigdy — dowód, że idę do przodu.
Mój dzień przed finałem wyglądał nudniej, niż ktokolwiek się spodziewa
15 lip 2026
Pobudka o 6, czterdzieści minut czytania przed śniadaniem, szkoła, dwie godziny nauki własnej po południu w tych samych blokach czasowych, gaszenie światła o 22:15. Żadnych nocnych maratonów przed finałem — te zostawiałam sobie na wcześniejsze tygodnie, gdy jeszcze była na nie przestrzeń.
Nuda tego planu była punktem, nie wadą. Mózg pod presją potrzebuje przewidywalności, nie kolejnej zmiennej.
Inspiruje mnie moja nauczycielka biologii, nie influencerzy od produktywności
15 lip 2026
Pani od biologii uczyła w tej samej szkole od dwudziestu lat i wciąż przygotowywała nowe doświadczenia na lekcje, których nikt nie oceniał. To ona pokazała mi, że pasja nie musi być głośna ani widoczna w mediach społecznościowych, żeby była prawdziwa.
Czerpię więcej z ludzi, których widzę na co dzień, niż z kont, które śledzę.
Nie zakwalifikowałam się do etapu centralnego za pierwszym razem
15 lip 2026
Pierwszy raz stanęłam na etapie okręgowym pewna siebie i odpadłam, nie przechodząc dalej. Przez tydzień traktowałam to jako dowód, że się do tego nie nadaję. Dopiero gdy usiadłam i spisałam, czego nie umiałam, zobaczyłam, że to była bardzo konkretna, naprawialna luka, nie wyrok.
Ta porażka dała mi dokładną listę tego, nad czym mam pracować — coś, czego żaden sukces by mi nie dał.
Najlepsze pomysły przychodzą mi na spacerze, nie przy biurku
15 lip 2026
Zauważyłam to przypadkiem: kiedy nie mogłam rozwiązać trudnego zadania, wychodziłam na spacer z psem i po powrocie rozwiązanie po prostu się pojawiało. Mózg dalej pracuje, kiedy przestajesz na siłę patrzeć w kartkę.
Teraz specjalnie robię sobie przerwy na spacer w momencie, kiedy utknę — zamiast siedzieć nad tym samym zdaniem czterdziesty raz.
Najwięcej dała mi porażka na wewnętrznym etapie w drugiej klasie
15 lip 2026
W drugiej klasie odpadłam na etapie szkolnym, mimo że byłam pewna swojego przygotowania. Zabolało, ale dzięki temu przy prawdziwym finale rok później presja była mniejsza — już wiedziałam, że przegrana nie jest końcem świata.
Gdybym wygrała za pierwszym razem, prawdopodobnie bałabym się dużo bardziej przy każdej kolejnej próbie.
Myślałam, że zdolni ludzie nie muszą się starać. Byłam w błędzie
15 lip 2026
W gimnazjum byłam przekonana, że jak coś przychodzi łatwo, to znaczy, że masz talent — a talent ma cię nieść bez wysiłku. Ta wiara omal nie kosztowała mnie olimpiady, bo przestawałam ćwiczyć rzeczy, które „powinny” przychodzić same.
Dziś wiem, że nawet najbardziej naturalna umiejętność bez systemu więdnie. Talent daje ci tylko szybszy start, nie zwalnia z reszty trasy.
Zacznij od czterdziestu minut, nie od planu na cały rok
15 lip 2026
Kiedy ktoś pyta mnie, jak zacząć coś dużego, mówię: zapomnij o planie na cały rok. Zacznij od czterdziestu minut dziennie, bez wyjątków, przez dwa tygodnie. Dopiero wtedy zobaczysz, czy to w ogóle coś, co chcesz robić dalej.
Wielkie plany są ekscytujące na papierze i porażające w realizacji. Mały, uparty nawyk wygrywa z nimi za każdym razem.