
Wiktor Lis
Finalista Olimpiady Fizycznej

Finalistka Olimpiady Przedsiębiorczości
Robię to, żeby udowodnić sobie, nie innym, że dam radę bez układów
15 lip 2026
Kiedy zaczynałam, wszyscy dookoła mieli wujków w korporacjach albo rodziców w branży. Ja miałam tylko upór. Robię więcej niż muszę, bo każdy mały sukces jest dowodem, że znajomości nie są jedyną drogą — są tylko jedną z wielu.
To motywacja, która nie zależy od tego, czy ktoś mnie zauważy.
Bałam się wysłać pierwszego maila, bo brzmiał głupio
15 lip 2026
Napisałam pierwszego maila do firmy o staż i poprawiałam go przez trzy dni, bo bałam się, że zabrzmi naiwnie albo zbyt śmiało. W końcu wysłałam wersję, która wcale nie była idealna — i dostałam odpowiedź. Perfekcja nigdy nie przyszła, więc przestałam na nią czekać.
Blokował mnie strach przed oceną, nie brak umiejętności pisania maili.
Codziennie wysyłam przynajmniej jedną wiadomość, która może się nie udać
15 lip 2026
Postanowiłam wysyłać codziennie przynajmniej jedną wiadomość, która wymaga odwagi — do firmy, do mentora, do osoby, którą podziwiam. Większość nie dostaje odpowiedzi. Ale ten nawyk zamienił odrzucenie z rzadkiego, bolesnego wydarzenia w coś, co dzieje się regularnie i przestaje boleć.
Bez tego nawyku nigdy nie wysłałabym tych czterdziestu maili, o których wszyscy pytają.
„Pozycjonowanie” Ries i Trout nauczyło mnie myśleć jak klient, nie jak twórca
15 lip 2026
Przeczytałam ją, bo była w bibliotece szkolnej, nie z wielkich oczekiwań. Zmieniła sposób, w jaki myślę o każdym pomyśle na biznes — zamiast pytać „co chcę zrobić”, zaczęłam pytać „jaki konkretny problem to rozwiązuje komuś innemu”.
To pytanie oszczędziło mi później miesięcy pracy nad pomysłami, których nikt nie potrzebował.
Wysyłałam ten sam mail do dwudziestu firm naraz
15 lip 2026
Przez pierwszy miesiąc wysyłałam identycznego maila do każdej firmy, zmieniając tylko nazwę w nagłówku. Zero odpowiedzi. Dopiero gdy zaczęłam pisać po jednym zdaniu specyficznym dla każdej firmy — dlaczego akurat ta, dlaczego akurat teraz — zaczęły przychodzić odpowiedzi.
Ludzie czują, kiedy wiadomość jest do wszystkich, więc traktują ją tak, jakby nie była do nikogo.
Prosty arkusz Google z listą firm i statusem każdego maila
15 lip 2026
Nic wymyślnego — arkusz z kolumnami: firma, data wysłania, status, notatka po odpowiedzi. Dzięki temu wiedziałam dokładnie, komu wysłać przypomnienie po tygodniu ciszy, zamiast pisać do wszystkich naraz albo zapominać o połowie.
To narzędzie, które kosztowało zero złotych i zaoszczędziło mi więcej czasu niż jakikolwiek płatny CRM.
Zaczynałam od błagania. Teraz proponuję konkretną wartość
15 lip 2026
Moje pierwsze maile o staż brzmiały jak „proszę, dajcie mi szansę”. Teraz piszę, co konkretnie mogę zaoferować danej firmie w zamian za tę szansę — nawet jeśli to tylko chęć i czas. Ta zmiana tonu zmieniła też to, jak firmy do mnie podchodzą.
Przestałam prosić o przysługę, zaczęłam proponować wymianę.
Zaczęłabym personalizować maile od pierwszej wiadomości, nie od dziesiątej
15 lip 2026
Gdybym zaczynała od zera, nie wysłałabym pierwszych dziesięciu identycznych maili, które i tak nie dostały odpowiedzi. Personalizacja, którą wprowadziłam dopiero w połowie drogi, powinna być zasadą od pierwszej wysłanej wiadomości, nie lekcją wyciągniętą z porażek.
Zaoszczędziłoby mi to tygodnie czekania na odpowiedzi, które nigdy nie miały nadejść.
Po dwudziestej odmowie miałam ochotę przestać na dobre
15 lip 2026
Po dwudziestej ciszy w skrzynce naprawdę miałam ochotę przestać wysyłać maile. Pomogła mi zmiana sposobu liczenia — zamiast liczyć brak odpowiedzi jako porażki, zaczęłam liczyć wysłane maile jako dowód, że robię coś, na co większość ludzi nie ma odwagi.
Liczba odmów przestała być wstydem, stała się statystyką.
W szczycie poszukiwań wysyłałam po jednym mailu codziennie o tej samej porze
15 lip 2026
Codziennie o dziewiętnastej, po odrobieniu lekcji, siadałam na piętnaście minut i wysyłałam jednego, dopracowanego maila. Nie dziesięciu naraz — jednego, ale porządnie przygotowanego. Ta regularność sprawiła, że zadanie przestało wymagać za każdym razem nowej dawki odwagi.
Piętnaście minut dziennie, przez sześć tygodni, dało czterdzieści jeden wiadomości.
Inspirują mnie właściciele małych firm z mojego miasta, nie startupy z Doliny Krzemowej
15 lip 2026
Zamiast czytać o gigantach technologicznych, rozmawiałam z właścicielami małych firm w moim mieście — piekarni, warsztatu, sklepu z książkami. Ich historie o pierwszych latach, pełnych błędów i przypadkowych decyzji, były bardziej przydatne niż jakakolwiek historia sukcesu z Doliny Krzemowej.
Bliskość tych historii sprawiała, że wydawały się osiągalne, nie tylko inspirujące.
Przegrałam finał olimpiady przedsiębiorczości z powodu jednej złej odpowiedzi
15 lip 2026
Na finale zadano mi pytanie o koszty stałe, którego nie przewidziałam, i widocznie się zacięłam. Nie weszłam do pierwszej trójki. Zabolało, ale dzięki temu do dziś, zanim gdziekolwiek prezentuję pomysł, przygotowuję odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, jakie mogę sobie wyobrazić.
Ta jedna porażka nauczyła mnie więcej o przygotowaniu niż wszystkie wcześniejsze sukcesy.
Najlepsze pomysły biznesowe znajduję, słuchając cudzych narzekań
15 lip 2026
Noszę przy sobie notes i zapisuję każde narzekanie, jakie usłyszę — „szkoda, że nie ma...”, „gdyby tylko dało się...”. Te zdania to gotowe listy problemów, które ktoś chętnie zapłaci, żeby rozwiązać.
Nie wymyślam pomysłów przy biurku — zbieram je z rozmów, na które inni nawet nie zwracają uwagi.
Najcenniejsze były te czterdzieści maili bez odpowiedzi, nie ten jeden, który zadziałał
15 lip 2026
Wszyscy pytają mnie o ten jeden mail, na który w końcu ktoś odpowiedział. Ale to czterdzieści odrzuceń przed nim nauczyło mnie, jak formułować prośby, jak nie brać ciszy do siebie i jak poprawiać się z każdą próbą.
Sukces był tylko potwierdzeniem tego, czego nauczyły mnie porażki po drodze.
Myślałam, że bez znajomości nie mam szans. To nieprawda
15 lip 2026
Byłam przekonana, że bez wujka w korporacji drzwi są dla mnie zamknięte na zawsze. Czterdziesty pierwszy mail pokazał mi, że wytrwałość i konkretna propozycja wartości otwierają więcej drzwi niż jakiekolwiek znajomości — po prostu wolniej.
Znajomości przyspieszają start. Nie są jego warunkiem.
Wysłałam 40 maili zanim ktoś odpisał
11 lip 2026
Szukanie pierwszego stażu bez znajomości wygląda tak: piszesz starannie spersonalizowaną wiadomość, czytasz ją pięć razy, wysyłasz — i cisza. Potem jeszcze raz. I jeszcze. U mnie cisza trwała czterdzieści wiadomości.
Gdzieś przy dwudziestej zmieniłam podejście. Przestałam pisać „szukam stażu" i zaczęłam pisać, co konkretnie mogę zrobić dla tej jednej firmy: „prowadzę szkolny sklepik, zwiększyłam obroty o 40%, chcę się uczyć — mogę na próbę zrobić dla Państwa analizę X". Odpowiedzi dalej nie było, ale odmowy zaczęły być ciepłe. To już był sygnał.

Mój „gabinet rekrutacyjny": stół w kuchni, arkusz z firmami i czterdzieści wersji jednego maila.
Mail numer 41 trafił do właścicielki małej agencji, która odpisała po dwóch godzinach. Rok później dalej z nią pracuję. Wniosek? To nie jest gra w przekonywanie wszystkich. To gra w znalezienie jednej osoby, która akurat ma problem, który umiesz rozwiązać.