Mój największy błąd to nie coś, co zrobiłem. To wszystko, czego nie zrobiłem.
Gdybym brał więcej okazji, aplikował na więcej programów, oddawał więcej rzutów - byłbym dziś znacznie, znacznie wyżej. Nie trochę wyżej. Znacznie. Za każdym razem, gdy przypomnę sobie program, o którym pomyślałem „nie chcę mi się, i tak mnie nie wezmą", widzę kilkanaście minut, które mogła zmienić kilka następnych lat. Kilkanaście minut. Tyle kosztuje wysłanie aplikacji.
A rachunek jest absurdalnie korzystny, bo odrzucenie kosztuje dokładnie nic. Ja o odmowie zwykle nie pamiętam już następnego dnia - a jeśli mail w ogóle nie przychodzi, zapominam o całej sprawie zaraz po wysłaniu zgłoszenia. Nikt nie prowadzi rejestru twoich nieudanych aplikacji. Serio.
Więc jeśli miałbyś wyciągnąć z tego jedną rzecz: aplikuj. Do wszystkiego, co ci przemknie przed oczami i wygląda choćby średnio sensownie. Najgorsze, co się stanie, to że nie dostaniesz odpowiedzi.
W pewnym momencie mojej drogi wpadłam w „lekki" perfekcjonizm. To doprowadziło jedynie do okropnego samopoczucia i wypalenia, przez które rzuciłam przygotowania do olimpiad na około pół roku.
Zbyt dużo czasu poświęcałem na naukę, zaniedbując inne aktywności, przez co omal się nie wypaliłem - co z perspektywy czasu byłoby ogromnym błędem, gdyż doceniam to, co osiągnąłem, i ludzi, których poznałem dzięki olimpiadom. Dodatkowo tak mocne skupienie się na jednym aspekcie mojego życia sprawiło, że straciłem, zarówno w oczach innych, jak i własnych, część wielowymiarowości, która przecież czyni nas ludźmi.
Największym błędem w moim przypadku prawdopodobnie było to, że niemalże wszystko postanowiłem osiągnąć samemu.
Nie miałem nikogo, kto by mnie pokierował, powiedział, na jakim poziomie zadania rozwiązywać, czy też jakie książki czytać. To była mocna zguba na początku, ponieważ przez to właśnie podejście skupiłem się początkowo na rzeczach, które nie były mi potrzebne do konkursów.
Przez to uważam, że warto jednak pytać się ludzi o to, co oni przerabiali, skąd brali zadania, jak się przygotowywali, czy może też czy wyjeżdżali na jakieś wyjazdy, które by przygotowywały do olimpiady lub innych konkursów. A oczywiście samo pytanie nic nie daje, więc trzeba jeszcze wykorzystać tę wiedzę we własnym przygotowaniu :)
Błędy łatwo wypatruje się z przyszłości, a ich popełnianie nie jest czymś koniecznie złym.
Myślę, że błędem, który pamiętam najbardziej, był ten z pierwszej klasy, z pisania pracy I etapu Olimpiady Geograficznej. Nie wiedziałem wtedy prawie nic o jej formie ani o stylu jej pisania, ale stwierdziłem, że dam radę. Pomimo tego odwlekałem jej pisanie, przez co zostało mi potem bardzo niewiele czasu. Praca na szczęście przeszła weryfikację, choć ledwo.
Dało mi to jednak nauczkę na przyszłe lata, aby lepiej rozplanowywać swoje działania, co okazało się bardzo przydatne.
Zbytnio skupiałem się na „pamięciówie”.
Mimo że czasem przydaje się nauka konkretnych rzeczy, to jednak konieczne jest połączenie wiedzy i jej zastosowanie.
Ważne jest też unikanie nauki pasywnej - uczenia się tylko z filmów, książek.
Oczywiście są to przydatne zasoby, ale trzeba pamiętać o ich aktywnym zastosowaniu.
Sądzę, że takim głównym błędem, jeżeli chodzi o tę moją przygodę z ekonomią, przedsiębiorczością i tym całym środowiskiem, jest to, że nie wykorzystałem tej wiedzy praktycznie, pomimo tego że - jak sądzę - były takie okazje.
To jest chyba ta największa rzecz, której żałuję, powiązana właśnie z tymi osiągnięciami.
Można też zauważyć, że niektóre źródła wiedzy, z których korzystałem, nie były tak efektywne, jak mogły być. Na przykład czasami, przygotowując się do olimpiad ekonomicznych, skupiałem się zbytnio na czytaniu po prostu książek, a niekoniecznie na przygotowywaniu się stricte pod testy.
Zbyt dużo robiłem sam.
Tłumaczyłem sobie, że sam działam najszybciej, lepiej się skupiam itp. To prawda, ale można utknąć w bańce swoich przekonań, bo nikt nam nie powie, że robimy źle. Ja na przykład miałem tak z przygotowaniem do eseju, który jest na Olimpiadzie Wiedzy Ekonomicznej. O skuteczności mojego schematu i stylu pisania dowiadywałem się razem z publikacją wyników. Gdybym przegadał z kimś te kwestie, moglibyśmy wspólnie wyłapać swoje luki i wypaść dużo lepiej.
Przede wszystkim zbytnio odciąłem się od ludzi i relacji.
Patrząc z perspektywy czasu, popełniłem kilka kluczowych błędów w organizacji swojej nauki oraz codziennego życia. Uznałem, że zamykanie się w pokoju i unikanie świata zewnętrznego w imię nauki to jedyna droga do sukcesu. Dziś wiem, że taka izolacja przynosiła odwrotny skutek do zamierzonego.
Próbowałem pracować na siłę, ponieważ siedziałem nad materiałem nawet w momentach skrajnego znużenia, wkuwając rzeczy bez głębszego sensu. Było to całkowicie nieefektywne i potęgowało moją frustrację.
Na samym początku popełniłem też błąd opierania się wyłącznie na czystej, sztywnej teorii i suchych formułkach, zamiast szukać ich praktycznego zastosowania.
Gdybym mógł cofnąć czas, od razu zacząłbym żyć ekonomią na co dzień.
Zamiast skupiać się na sztucznych zadaniach, szukałbym jej w otaczającym świecie, na przykład analizując realne artykuły prasowe czy rynkowe wydarzenia. Pozwoliłoby mi to połączyć naukę z autentyczną pasją i od początku zachować zdrowy balans.
Rzucanie się na „wzorcówki” na II etapie OI, bez dokładnego przemyślenia algorytmu. Myślałam, że wymyśliłam rozwiązanie, zaczynałam je pisać, a potem pojawiało się coraz więcej bugów, zarówno w kodzie, jak i w pomyśle, aż w końcu po godzinie-dwóch implementacji orientowałam się, że to totalnie nie działa.
Teraz najpierw dokładnie analizuję pomysł na kartce, a potem dopiero implementuję.
Za bardzo skupiałem się na szukaniu właściwych ludzi, a jeszcze gorzej - na ich opinii.
Prawda jest taka, że na swojej drodze znajdziesz właśnie tych ludzi, których szukałeś. A o nich trzeba już bardzo dbać.
Pomóż nam tworzyć lepsze treści
Podziel się anonimową opinią - co dodać, co zmienić, a co usunąć.










