
Marcel Mazurkiewicz
Reprezentant Polski na Międzynarodowej Olimpiadzie Ekonomicznej, Laureat Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej, Finalista Olimpiady Przedsiębiorczości
10 sie 2026
Ogólnie bardziej ustrukturyzowałem swój sposób działania i nauki. Na początku próbowałem wielu rzeczy w kierunku moich zainteresowań - oglądałem filmy na YT, słuchałem podcastów, czytałem książki. Potem, żeby więcej z nich wynosić, zacząłem robić z nich notatki. Długi czas też robiłem tabelki w Excelu na każdy miesiąc z celami do zrobienia. Miałem też epizody zapisywania sobie codziennie na karteczce listy tasków do zrobienia. Teraz większość opieram na notatkach i projektach w Notion, a część w Google Calendar.
Zawsze jednak najpierw w głowie miałem cel na dłuższy horyzont czasowy - miałem ten kierunek, w którym chcę podążać, i to nakierowywało moje codzienne wybory.
Naukę do olimpiady zaczynałem od biernego czytania notatek i prezentacji, później zacząłem wypisywać z nich najważniejsze hasła i robić z nich własne notatki, z których się uczyłem. Potem zacząłem układać sobie do nich quizy ABCD, bo odpowiadać na pytania otwarte mi się nie chciało XD.
Podczas nauki do olimpiady odkryłem schemat dnia, w którym mi się dobrze działa aż do teraz - najwięcej energii i czystą głowę mam rano, więc wtedy staram się robić najważniejsze rzeczy w skupieniu (nauka czy inne zadania do zrobienia).
Jeśli po prostu zacznie się działać, to to wszystko samo przyjdzie. Gdy codziennie podejmujesz działania w konkretnym kierunku, będziesz podświadomie wyłapywać różne rzeczy, inspirować się i udoskonalać swój „proces”.
10 sie 2026
Mój typowy dzień w okresie dużej intensywności jest mocno schematyczny i powtarzalny. Uważam, że jego rutynowy charakter pozwala wycisnąć więcej niż spontaniczne zabieranie się za coś (przynajmniej ja działałem wtedy o wieeele efektywniej).
Wstaję wcześnie, gdzieś o 6, poranna rutyna, ważę się. Potem piję kawusię - lubię tutaj mieć chwilę spokoju na myślenie. Następnie jem śniadanie i zabieram się do pracy albo nauki. Poranek to najbardziej ustrukturyzowana część mojego dnia, potem bywa różnie, zależnie co jest do zrobienia, ale 3 razy w tygodniu wlatuje siłownia, czasem się z kimś spotykam. Bardzo lubię też mieć chwilę na spacer po parku w spokoju, żeby po prostu wychillować, „nabić kroki”, ale przede wszystkim porozmyślać. Wieczorem przed snem czytam książkę. Staram się zawsze sypiać te 8h.
Na papierze z pewnością wygląda to ładniej niż w rzeczywistości.
Prawda jest taka, że też zdarza mi się rozpraszać czy zerkać na telefon, a plany często się psują, bo wyskakuje coś innego do zrobienia. Mimo to lista tasków do zrobienia pomaga nie rozciągać podświadomie czynności w czasie, bo „i tak mam czas”.
10 sie 2026
Myślę, że moje najprzydatniejsze nawyki to:
Wstawanie rano i praca wtedy w skupieniu - w moim przypadku działa to najlepiej, wieczorem nic mi się nie chce, nie mogę się skupić. Rano mam czystą głowę, spokój, ciszę i więcej chęci do działania.
Czas na myślenie - uważam to za bardzo wartościowe, aby nie zapychać każdego momentu nudy czymś do robienia, chociażby przeglądaniem telefonu. Jak mamy wpaść na jakiś pomysł, jeśli nawet nie dajemy sobie okazji, żeby na niego wpaść? Lubię mieć okazje, aby przemyśleć swoje zachowanie, bo to pozwala mi szybciej się poprawiać.
Spisywanie swoich pomysłów - najlepsze pomysły i myśli wpadają w randomowych momentach. W taki sposób mogę je przechwycić i pomyśleć nad nimi np. rano, gdy mam energię.
10 sie 2026
Notion to mój „drugi mózg”.
Mam tam wszystko. Od notatek do nauki, z książek, filmów, podcastów, po swoje rozmyślania, aktualne kierunki działania czy jakieś projekty. Tam zapisuję, co zmienić, dodać, udoskonalić itp.
Do pojedynczych tasków i wydarzeń używam po prostu Google Calendar.
10 sie 2026
10 sie 2026
Szczególnie od jakichś przedsiębiorców, osób wyżej ode mnie. Najbardziej inspirują mnie ci, którzy działają z głębokiego poczucia misji. Najczęściej czerpię je z książek czy podcastów, podłapuję jakieś sposoby, nawyki, które wprowadzam u siebie.
10 sie 2026
Najczęściej na dwa sposoby:
Inspiruję się od kogoś, gdy coś czytam albo słucham, i zmieniam to lekko pod siebie. Naprawdę, żeby wpaść na jakiś pomysł, trzeba dostarczyć sobie okazji, żeby na niego wpaść. Często tutaj wpadają mi pomysły nawet niezwiązane z tematem tego, co czytam albo słucham, bo zamyślę się o czymś i nagle ciąg myśli doprowadza mnie do czegoś dobrego.
W randomowych momentach, np. gdy kładę się spać, idę przez park czy stoję pod prysznicem.
10 sie 2026
Po to, żeby mieć większe poczucie sensu.
Przeczytałem gdzieś, że poczucie sensu = działania aktywne / działania pasywne. Aktywne to te, które podejmujemy z własnej inicjatywy, a pasywne to te, które musimy wykonywać nie z własnej woli. Dlatego warto robić coś więcej po prostu dla siebie, żeby, gdy się budzimy rano, mieć po co wstać z łóżka i mieć chęć, żeby porobić coś innego niż scrollowanie sociali.
Idealnie, jeśli jest to coś na dłuższy okres czasu, bo nie będzie pustki w głowie: „co ja mam teraz robić?”. Jeszcze lepiej, jeśli wspiera to budowanie kariery, zdrowia, relacji czy innych wartości, na których nam zależy.
10 sie 2026
Że wiedza i to, co mamy w głowie, to największa wartość.
Kiedyś nie lubiłem się uczyć, bo kazano mi się uczyć. Gdy zacząłem się uczyć tego, co chcę, z własnej woli, odnalazłem w tym sens - przede wszystkim przez postrzeganie nauki jako inwestycji długoterminowej. Moim zdaniem to, co mamy w głowie, to najbardziej wartościowe aktywo, bo decyduje o jakości całego naszego życia, nie tylko w kwestii zdobywania majątku, ale także dogadywania się z ludźmi i postrzegania świata, a to chyba w największym stopniu decyduje o odczuwanym szczęściu.
10 sie 2026
Zawsze blokowało mnie „co sobie pomyślą inni”. Zresztą dalej blokuje.
Przed wysłaniem zapytania do innych autorów, czy byliby chętni napisać artykuły na firstmiles, też się bałem. A co dopiero będzie jak będę publikował całą stronkę haha. Jak zaczynałem chodzić na siłownię czy biegać, też sobie myślałem, co pomyślą inni. W wielu wypadkach było to nieuzasadnione, bo nie robiłem nic obiektywnie złego.
Ostatecznie w przełamywaniu się pomaga mi myśl, że inni myślą o nas znacznie mniej, niż nam się wydaje, i i tak zapomną to za jakiś czas. Poza tym trzeba czasem wychodzić ze swojej strefy komfortu.
Drugą taką rzeczą jest chęć zrozumienia wszystkiego od razu.
Przytłacza mnie to i denerwuje, gdy wchodząc w nowy obszar nic nie rozumiem, ale to właśnie jest kluczowy moment, który trzeba przetrwać. Zanim się obejrzę, wszystko staje się jaśniejsze.
10 sie 2026
W intensywnym okresie chwile zwątpienia miałem bardzo często, teraz mam rzadziej.
Pomagało mi w pewnym stopniu jeszcze raz przemyślenie mojej obecnej trajektorii - czy idzie w dobrym kierunku, bo to trajektoria jest najważniejsza. Góry i dołki to normalna część dłuższego trendu i to on jest najważniejszy. Więc w takich momentach próbowałem nie skupiać się na chwilowych trudnościach, bo one i tak kiedyś miną, tylko myśleć, czy długoterminowo zmierzam w dobrym kierunku. Takie nastawienie też pomaga mi wyciągać więcej lekcji z każdego „dołka”.
Dużo cięższe było radzenie sobie z tym podczas pierwszego startu w olimpiadach, bo nie wiedziałem, czy ten cały wysiłek się w ogóle opłaci.
Najgorsze było przeglądanie Instagrama i patrzenie na wycinki z życia innych, podczas gdy ja siedziałem w domu i się uczyłem. Często było to głupie i nieuzasadnione, bo tego dnia akurat ja siedziałem w domu, innego to oni siedzieli, a ja gdzieś wychodziłem. Dlatego trzeba w takich chwilach szerszej perspektywy i nie dać się pokonać chwilowej podłamce.
Podczas drugiego startu w olimpiadach korzyści z poprzedniego były już namacalne, co pomagało w chwilach zwątpienia.
Tak więc znowu - początek drogi był najgorszy.
Co do chwili, gdy mi się nie chce, to w zależności z czego ta niechęć wynika, działam na dwa sposoby:
10 sie 2026
Zbyt dużo robiłem sam.
Tłumaczyłem sobie, że sam działam najszybciej, lepiej się skupiam itp. To prawda, ale można utknąć w bańce swoich przekonań, bo nikt nam nie powie, że robimy źle. Ja na przykład miałem tak z przygotowaniem do eseju, który jest na Olimpiadzie Wiedzy Ekonomicznej. O skuteczności mojego schematu i stylu pisania dowiadywałem się razem z publikacją wyników. Gdybym przegadał z kimś te kwestie, moglibyśmy wspólnie wyłapać swoje luki i wypaść dużo lepiej.
10 sie 2026
Porażką, od której wszystko się zaczęło, było założenie „mojej firmy” w wieku 16 lat. Brzmi to wzniośle, ale nie było to nic wielkiego, sklep e-commerce w dropshippingu (choć wkładałem w to ogrom czasu i wysiłku - praktycznie całe wakacje).
Skończyło się stratą większości oszczędności, ale zyskałem coś znacznie cenniejszego, czyli świadomość, ile muszę się jeszcze nauczyć.
Dzięki temu zacząłem czytać, słuchać i oglądać wszelaki content biznesowy, a po paru miesiącach zacząłem uczyć się do olimpiad.
Swoje pierwsze edycje olimpiad skończyłem z tytułami finalisty - w Olimpiadzie Przedsiębiorczości i Olimpiadzie Wiedzy Ekonomicznej. Przygotowania do nich zacząłem rok wcześniej i uczyłem się codziennie po parę godzin.
Do tytułu laureata w jednej zabrakło mi 1,5 punktu, a w drugiej 2 punktów - czyli jedna prawidłowa odpowiedź na teście. Było milion okazji na zdobycie tych głupich 2 punktów. Czułem się załamany, bo celowałem wyżej.
Z obecnej perspektywy postrzegam to jako najlepszą sytuację, jaka mogła mi się przytrafić. Może gdybym wtedy zdobył laureata, nie miałbym takiej presji, żeby w kolejnym roku (obecnym) ciężko pracować na najwyższe miejsca. W tym roku z ogromną pomocą szczęścia udało mi się wygrać Olimpiadę Przedsiębiorczości.
Ale to nie samo osiągnięcie jest najcenniejsze, bo wygrana to moment. Najcenniejsze jest doświadczenie, które zdobyłem po drodze i które zdobędę dzięki okazjom, które się przede mną otworzyły, i ludziom, których poznałem.
10 sie 2026
Nie zrobiłbym niczego inaczej, bo uważam, że wszystko, co mnie spotkało, dokładnie miało mnie spotkać i czegoś mnie nauczyć.
10 sie 2026
Jak na razie całą przygodę z olimpiadami.
To chyba jak na razie największe „przedsięwzięcie”, jakie miałem w życiu. Podejmowałem je głównie ze względu na indeksy na studia, a korzyści, jakie przyniosło, okazały się wielokrotnie większe. To wszystko stało się magnesem okazji, cennych znajomości i okazji do poznania siebie.
Dlatego uważam, że warto angażować się w coś dużego, bo bardzo często nie doszacowujemy korzyści z niego - trudno oszacować wartość czegoś, co nie ma metki, a to te rzeczy najczęściej są najcenniejsze.
10 sie 2026
Wszystko, co Cię spotyka, spotyka Cię po coś.
Myśl długoterminowo i dobrze inwestuj swój czas - teraz go masz a kiedyś możesz go nie mieć.
Pamiętaj o efektach skali i wzroście wykładniczym - na początku to przytłacza, ale później wydaje się niepojęte, jak można było tyle dokonać.
Memento mori - z perspektywy końca życia łatwiej ocenić, czy coś warto robić (a raczej marnować czas na nierobienie)
Podziel się anonimową opinią - co dodać, co zmienić, a co usunąć.